Podróż w nieznane

czwartek, 27 października 2011, 11:10
Zbliża się Noc Duchów, a więc jedno z najważniejszych świąt w świecie czarodziejów. Z tej okazji dla wszystkich wielbicieli Laury nowy rozdział, zapowiadający zdarzenia związane z tym tematem.
Równocześnie chciałam pochwalić się, że w naszej ankiecie zamieszczonej na facebooku mającej na celu wybranie Waszego ulubionego bohatera, jak na razie prowadzi Aurora Sinistra, zaś Laura, jej rodzina i przyjaciele wciąż czekają na Wasze głosy.






Samochód mknął szybko ulicami Londynu, zostawiając daleko w tyle wszystkie znane Laurze zakątki. Ojciec raz po raz zerkał na nią niepewnie, jakby nie wiedział jak zacząć rozmowę. Pork siedział obok kierowcy z bardzo zadowoloną miną, ale dziewczynka była pewna, że gdyby to tylko było możliwe, na jego czarnej skórze pojawiłby się rumieniec zakłopotania, po tym, jaki numer wywinął swojej pani.
- Jak się miewa Mylor? – zagadnęła Mary Ann. Ręce trzymała założone na pękatym brzuchu i uśmiechała się tajemniczo.
- Biorąc pod uwagę... okoliczności, powiedziałbym, że całkiem nieźle – odparł zdawkowo Myron Sylvanus.
Córka wytrzeszczyła na niego oczy. Wcześniej myślała, że pytanie skierowane było do Porka.
- To wy się znacie? – wypaliła.
- Ależ oczywiście – zaśmiał się tata. – Musiałem zostawić u twojej matki kogoś, kto choć trochę umili ci pobyt w jej domu. Ale skoro już przełamaliśmy barierę milczenia... Chciałbym, żebyś zrozumiała, że wraz z odejściem z domu, twoje... problemy się nie kończą.
Myron Sylvanus spojrzał na nią bardzo poważnie:
- Oczywiście, sprawę mamy masz już z głowy – dodał szybko. – Problem jest innego rodzaju. Mój świat, a właściwie teraz już nasz, wcale nie jest taki sielankowy, jakby się to wydawało na pierwszy rzut oka. Powiem więcej, teraz jest nawet bardzo niebezpieczny. Świat magii spowił mrok.
W tej chwili Pork odwrócił się do nich tak nagle, że wystraszony kierowca omal nie wjechał na skrzynkę pocztową. Ta jednak uskoczyła w bok.
- To jednak prawda? – wybełkotał. – Ta cała historia z czarami? Słyszałem jedenaście lat temu, jak państwo się kłócili, ale myślałem, że to głupi żart.
- Myślisz, że przez głupi żart Margot posłałaby mnie do wszystkich diabłów? – zapytał ojciec. – Nie mam teraz czasu udowadniać ci, że to wszystko prawda, ale przyjrzyj się tylko temu autu. Zauważyłeś, że przeciska się przez najmniejsze szpary między innymi samochodami? Że jest tutaj dużo więcej miejsca, niż wyglądało to z zewnątrz? Że bez trudu do małego bagażnika zmieściliśmy wszystkie bagaże? W jaki inny sposób to wytłumaczysz?
Na twarzy Porka zaczęło pojawiać się zrozumienie, a źrenice jego brązowych oczu rozszerzyły się ze zdumienia. Laura także dostrzegła te dziwne nieprawidłowości, na które wcześniej nie zwróciła uwagi. Wbrew temu, co mówi jej ojciec, świat magii zaczynał coraz bardziej ją fascynować. Nabierała przekonania, że czarodzieje mogą wszystko i bardzo jej to odpowiadało. Gdy posiądzie potrzebną wiedzę, będzie tak potężna jak czarownice w bajkach, które czytała. Wtuliła głowę w brązową tapicerkę, którą obite było siedzenie, oddając się marzeniom.
- Rozumiesz Pork? – wybił ją z zamyślenia głos Myrona Sylvanusa. – Teraz możesz wybrać. Albo jedziesz dalej z nami, albo może odwieźć cię we wskazane przez ciebie miejsce. Musisz jednak przyrzec mi, że nikomu nie zdradzisz tego, co tutaj zobaczyłeś, bądź usłyszałeś. Używanie magii przy mugolach lub informowanie ich o jej istnieniu, jest w naszym świecie surowo zabronione. Rozumiesz więc, że znalazłbym się w bardzo niekomfortowej sytuacji. I powiedz szczerze, nawet gdybyś to wyjawił, czy nie zamknęliby cię w szpitalu dla obłąkanych?
Pork lekko się uśmiechnął:
- Oczywiście, że jadę dalej. Pilnowałem, żeby panience nie stała się krzywda odkąd była niemowlęciem i zamierzam to robić dalej. Dyskrecja natomiast jest podstawą fachu lokaja. Nigdy nie splamiłem się wyjawieniem sekretów moich pracodawców. Nie rozumiem jednak, dlaczego nie wymaga pan podobnego oświadczenia od Mary Ann. Z całym szacunkiem, ale kobiety mają dużo większe trudności z dochowaniem tajemnic.
Tym razem to ojciec się uśmiechnął:
- Mary Ann wie o wszystkim od dziecka. To ja wysłałem ją do waszego domu. Jest charłakiem.
- Kim jest charłak? – zapytała natychmiast Laura. Słowo to nie kojarzyło się jej za dobrze.
- Niemagiczna osoba urodzona w rodzinie czarodziejów – wyjaśnił pan Sylvanus. – To bardzo rzadka przypadłość. Jednak nie o tym mieliśmy rozmawiać.
Znów przez chwilę milczał, zastanawiając się jak wszystko wyjaśnić, nie wzbudzając niepotrzebnej paniki.
- Laura, świat w którym za chwilę się znajdziesz, nie jest tak idealny jak ci się wydaje – westchnął. – Zdarzają się wśród nas... odmieńcy, którzy burzą ład, który do tej pory zbudowaliśmy. Chcą władzy i potęgi, pragną panować nad innymi nacjami. Magia przewróciła im w głowie...
- O mnie możesz być spokojny – przerwała mu córka. Nie do końca wiedziała do czego zmierzał, więc szybko dodała: - Ja na razie takich planów nie mam.
Myron Sylvanus zaśmiał się krótko i powiedział:
- Nie chodziło mi akurat o ciebie, ale miło wiedzieć, że nie masz tak poprzewracane w głowie jak twoja matka.
A potem dodał:
- Niestety, jak mówiłem, są inni, którzy nie mają tyle zdrowego rozsądku co ty. Od kilku lat mamy problem z pewnym czarnoksiężnikiem, hołdujący ideom, o których wcześniej wspomniałem.
- Nie rozumiem co znaczy „mamy problem” – odparła Laura.
- To znaczy, że... Że ten człowiek, choć nie wiem czy można go tak nazwać, od kilku lat sieje postrach wśród czarodziejów w Wielkiej Brytanii – odpowiedział bardzo poważnie pan Sylvanus. – Dzisiaj stoimy niemal na progu wojny. – Westchnął ciężko. – Dlatego będę musiał cię prosić, abyś pod żadnym pozorem nie opuszczała domu, w którym za chwilę się znajdziesz, bez opieki wykwalifikowanego czarodzieja. Widziałem już do czego jesteś zdolna. – Spojrzał w oczy córki. – Te twoje nocne wycieczki nad rzekę...
Laura przez chwilę zastanawiała się nad tym, co usłyszała. Nie lubiła ograniczania jej wolności. Nie wiedziała jednak, jak uprzejmie powiedzieć o tym nowopoznanemu ojcu.
- To oznacza, że będę niemal zamknięta w klatce? – zapytała zdawkowo.
- Cóż... – Ojciec uśmiechnął się ponuro. – W najgorszym wypadku można to tak nazwać. Ale obiecuję, że dołożę wszelkich starań, aby „klatka” była ze złota.
Dziewczynka również wygięła usta w smutnym uśmiechu. Z dwojga złego i tak woli takie życie, niż to, z którego przed chwilą się wyrwała.
- Robię to tylko dlatego, że bardzo zależy mi na tobie i twoim bezpieczeństwie. – Myron Sylvanus poczuł się w obowiązku usprawiedliwić swoją decyzję. – Obawiam się, że nasz dom może być obserwowany przez zwolenników wspomnianego czarnoksiężnika. Bądź co bądź, jestem dość znanym aurorem.
Laura nie mogła mieć do niego pretensji. W końcu chodziło o to, by nic jej nie groziło. Pork i Mary Ann również milczeli, co oznaczało, że przyznają ojcu rację. Ciekawe czy „areszt domowy” ich także będzie dotyczył.
Od dłuższego czasu jechali wzdłuż Tamizy i to nurt rzeki najczęściej przyciągał jej wzrok. Teraz jednak zainteresowały ją stare budynki i romantyczne podwórka, które można było zobaczyć w prześwitach po drugiej stronie ulicy. Chwilami zastanawiała się jaki będzie ten jej nowy dom. Miała jednak inne pytania do zadania:
- Nie powiedziałeś jeszcze jak nazywa się ten czarnoksiężnik – zauważyła, gdy skręcili w jedną z wąskich uliczek wysadzanych kocimi łbami i otoczoną identycznymi kamienicami.
- Rzeczy, które wyczynia doprowadziły do tego, że większość czarodziejów zaczyna bać się wypowiadać to imię...
- Ty też? – przerwała szybko Laura.
- Nie, ja nie – szepnął ojciec. – Jestem aurorem i nie wolno mi bać się niczego. Nazywa się Lord Voldemort.
- Lord Voldemort? – powtórzyła Laura, starając się je zapamiętać.
- Tak. I postaraj się nie wymawiać tego publicznie – pouczył ją Myron Sylvanus. – Nie wiadomo, na jakie towarzystwo trafisz.
- Sądziłam, że nie będę miała zbyt wielu okazji do przebywania w jakimś „towarzystwie” – zauważyła dziewczynka.
- Sama nie – potwierdził ojciec. – Ale chyba nie myślisz, że pewnego dnia nie zabiorę cię na zakupy? Poza tym, czasami ktoś mnie jednak odwiedza. Są to ludzi godni zaufania. Prawdą jest, że przez całe to zamieszanie jestem dość zajęty, ale zawsze znajdę czas dla córki.
Laura zastanowiła się przez chwilę:
- A czym właściwie jest auror? – W końcu lepiej wiedzieć z kim ma się do czynienia, a to określenie przewijało się przez całą rozmowę.
- Łowcą czarnoksiężników – odpowiedział ojciec. – Oczywiście w dużym skrócie.
- A z tego co pamiętam, twój tata był zawsze jednym z lepszych. Alastor Moody był z niego bardzo dumny – wtrąciła Mary Ann.
- Nie przesadzajmy – zaśmiał się Myron Sylvanus. – Po prostu bardzo się starałem.
- W takim razie twój zawód jest niebezpieczny – wyrwało się Laurze.
- No... w pewnym sensie tak – odparł zdawkowo tata. – Ale nie ma podwodów do obaw. Tylko czasami.
- A Alastor Moody to kto? – zapytała, nie bardzo zadowolona z tego, co usłyszała. Jeśli ojcu coś się stanie to wróci do matki.
- Alastor to szef Biura Aurorów, to jest mój szef.
Samochód zatrzymał się przed jednym z domów, właściwie nie różniącym się niczym od innych. Zbudowanym z czerwonobrązowej cegły, wysokim na trzy piętra, z szarą, kamienną podmurówką. Każde z pięter na elewacji oddzielały białe pasy. Wszystkie dwunastodzielne okna miały białe ramy. Wbudowany w szereg takich samych kamienic przy brukowanej uliczce.
Ojciec wyszedł z samochodu, po czym pokazał reszcie, że mogą wychodzić. Nie wyglądał jednak na spokojnego. Wciąż rzucał ukradkowe spojrzenia na okna domów i na wyloty przecinających Middle Temple Lane uliczek.
Laura nieśpiesznie opuściła samochód. Pomimo dość złowieszczych ostrzeżeń ojca, wciąż nie wierzyła w to, co stało się rano. Kierowca i Pork wyciągali z samochodu bagaże. Korzystając z tej krótkiej chwili dla siebie, dziewczynka rozejrzała się wokół, aby przyjrzeć się miejscu, w którym teraz zamieszka. Nie liczyła na to, że szybko będzie mogła wyjść z domu, gdy już się tam znajdzie. Na dole zaułek zamykał szary, zdobny budynek z łukowatym przejściem na jakąś ruchliwą drogę. Nic jej to nie mówiło, więc prawdopodobnie tej dzielnicy nie znała.
- Gdzie właściwie jesteśmy? – zapytała ojca, który już zaganiał wszystkich do domu.
- Strand – wyjaśnił krótko Myron Sylvanus. – Wychowałem się tutaj i wróciłem tu po rozstaniu z twoją matką. Gdy będę miał więcej czasu, oprowadzę cię po okolicy. Dzielnica starych budynków i romantycznych podwórek... i duchów – wzruszył ramionami. – Mugolski pisarz, Charles Dicekns napisał, że „kto tu wchodzi, zostawia zgiełk za sobą”. Czytałem jego książki, gdy z wami mieszkałem. Trafił w samo sedno. A skoro już jesteśmy w takim... klimacie... Zapomniałem ci powiedzieć o jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy.
Laura rzuciła mu pytające spojrzenie, ale na nią nie patrzył. Przed domem zostali już tylko oni i kierowca.
- Mamy na strychu... lokatora – powiedział ojciec i westchnął.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że masz narzeczoną i tam ją trzymasz.
Ojciec zaczął się śmiać:
- Nie, nic z tych rzeczy – wydusił z siebie. – Ale nie chciałbym, żebyś się przestraszyła. W końcu nie jesteś przyzwyczajona do...
- Skoro to nie jest jakaś szpetna baba, to nic mi nie straszne – przerwała mu Laura i ruszyła po schodach prowadzących do białych drzwi.
Myron Sylvanus poszedł za nią:
- Jeśli takie jest twoje zdanie, to sama się przekonaj. – Nacisnął złotą klamkę i wprowadził odzyskaną córkę do nowego domu...

Kategoria: brak kategorii